| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
stat4u
Odsłona trzecia...
Kategorie: Wszystkie | Varia
RSS
czwartek, 26 stycznia 2012
270. Śląskie impresje

Ponieważ należę do ludzi oszczędnych (zasługa nieprzelewania się w domu rodzinnym), jeżdżąc pociągami, korzystam praktycznie wyłącznie z usług najpodlejszego przewoźnika o wdzięcznym skrócie nazwy: PR (nie wiem, co firma PR może mieć wspólnego z PR – dla mnie to jeden z ostatnich bastionów komuny w Polsce). Wyjątek dla TLK czynię tylko w sytuacji eskapad weekendowych, gdy za 69 złociszy można jeździć do woli od 19.00 w piątek do 6.00 w poniedziałek. Z ekspresów zdarza mi się zaś korzystać wyłącznie wtedy, gdy na danym odcinku firma Intercity sprzedaje bilety w ofercie „Last minute”. Nigdy nie bawiłem się w dokładne obliczenia, ale myślę, że od czasu kiedy ostatecznie podzielono kolejowe spółki, ok. 80% moich jazd przypada na PR-y, a 20% na tzw. innych przewoźników.

Dziś mogę do zestawu dodać kolejnego „innego przewoźnika” – skorzystałem bowiem z usług - działających od raptem paru miesięcy - Kolei Śląskich.  Wrażenie mam absolutnie pozytywne: miła i młodziutka obsługa, czysty i cichy skład, wszystko punktualne co do minuty. Nawet jeśli ktoś powie, że akurat miałem szczęście, to i tak lepiej mi się zrobiło na myśl, że kolejny polski region wydobywa się z postpeerelowskiego niedasizmu spod znaku PKP. Tak trzymać! Przy okazji po raz wtóry „gratulacje” dla kogoś, kto oznakował w Katowicach tymczasowe przejścia i dworzec. Ja rozumiem, że jak ktoś jest ze Śląska, to wie, co oznacza strzałka kierująca do ul. Andrzeja, a co strzałka kierująca do ul. Kościuszki. Z mojego punktu widzenia obie tak podane informacje są indyferentne. Ja chciałbym po prostu wiedzieć, jak mam iść, by dojść tam, gdzie się zawsze wychodziło. Proste?;)


23:31, homoviator1983
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 stycznia 2012
269. Musimy porozmawiać o... częstszych wyjściach

Wczorajszy wieczór upłynął pod znakiem wyjść „do ludzi”, co w moim przypadku ostatnimi czasy jest – przyznaję się – wyjątkowym wręcz pokładem aktywności. Na co dzień ograniczam się bowiem do zakupów w sklepie dla biedoty i okazjonalnego zaczerpnięcia świeżego powietrza z naszego balkonu.

Najpierw poczłapałem na event (nienawidzę tego korporacyjnego sformułowania, dlatego jako urodzony językowy masochista z uporem maniaka go używam) z udziałem Niedomyślnego, który powrócił był z Peru po kilkumiesięcznym wolontariacie. Niebywałe historie opowiadał, włącznie z tym, że przeciętny Peruwiańczyk wie o istnieniu trójki Polaków: JP II (nie wymaga tłumaczenia), Grzegorza Laty (podobno Peru ostatni raz na mundialu wystąpiło gdzieś w latach 70.) oraz... Ernesta Malinowskiego! O bogowie! Miód na moje serce rozlaliście. Zwłaszcza że to kolejny już sezon, w którym żadna z kolejowych spółek nie połasiła się na nazwę, którą niegdyś nosił ekspres Warszawa – Krynica. Nie chcą go upamiętniać w Polsce, niech chociaż go pamiętają w Peru! Generalnie jednak zdziwień na evencie było więcej, choćby i to, że Lima już dawno wyprzedziła Bogotę w rankingu popularności centrów przerzutu kokainy. Nie wiedziałem - dzięki zatem Niedomyślnemu, że już wiem.

Potem zasiedliśmy z Kochaniem w multipleksie na „Musimy porozmawiać o Kevinie” i tak jak wybrednym jestem oglądaczem i z rzadka mnie się coś naprawdę podoba, tak tym razem siedziałem wbity w fotel przez całe dwie godziny. Być może to kwestia tego, że jako nie do końca normalny, lubię czasem popatrzeć, że ktoś może być nienormalny zdecydowanie bardziej, ale możliwe, że wyjaśnienie jest bardziej prozaiczne: ot, po prostu świetnie napisany scenariusz, dobre zdjęcia i znakomici aktorzy.

Wrócilim do domu dobrze po północy a ja nabrałem ochoty na częstsze wypady. Jakieś dziwne pokłady „do-ludzkości” u siebie zauważam. Trochę mnie, socjopatę, zaczyna to martwić...

00:36, homoviator1983
Link Komentarze (1) »
środa, 18 stycznia 2012
268. Odsłuch z pociągu

Nigdy nie lubiłem pisać w pociągu. Wolałem oddawać się nabożnej kontemplacji przestrzeni przed- i zaokiennej. Problem w tym, że aktualnie w całym przedziale EN57 siedzę sam, za oknem zaś ciemno, że oko wykol, całą więc kontemplowalność czasu i miejsca szlag jasny trafił. W dodatku pragotron na stacji pośredniej pokazuje 60 minut spóźnienia więc już wyjścia nie mam: wyciągam moje czarno-białe urządzonko symulujące komputer, słuchawki wkładam na uszy i po raz kolejny przesłuchuję koncert Raduzy w Arsze. Niesamowita jest ta kobitka, po prostu niesamowita.

00:06, homoviator1983
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 stycznia 2012
267. Refreshed

Aż spojrzałem wstecz, z czego mam się tu wyspowiadać. Nie to żebym się czuł jakoś przymuszony, ale wypadałoby choć napomknąć o tem, co się w ostatnim półroczu wydarzyło. Niestety, dobrych wieści nie mam – z globalnego punktu widzenia moje istnienie nie przyniosło ludzkości jakichś spektakularnych profitów. Nawet w skali mikro raczej oddałem się błogiej stagnacji, aniżeli zapaliłem do jakichś (kontr)rewolucyjnych poczynań. Widocznie proces zburżuazyjnienia przebiega u mnie w sposób modelowy.

Z nową pracą wiązałem jako takie nadzieje, ale okazały się płonne, bo – jak mniemam – w Polsce każda uczelnia wygląda tak samo. Poziom zbiurokratyzowania najprostszych czynności jest trudny do ogarnięcia, mój nad-szef nie ma o moim istnieniu bladego pojęcia, a studenci - oddając się powszechnej indolencji - zaczęli już nawet protestować przeciwko zadaniu im na zajęcia „całej książki” (ło matko! jak można zadać aż tyle!). Nie wiem, czy się społecznie znieczuliłem, czy też może wszystkiemu przydałem właściwych proporcji, ale – szczerze powiedziawszy – zaczęło mi to zwisać. Nie walczę z systemem, oddaję się swojej codziennej pracy u podstaw. Wykonuję ją rzetelnie, nie mając sobie dzięki temu nic do zarzucenia. No, może poza sporadycznymi 5-minutowymi spóźnieniami na poniedziałkowy wykład o 8 rano, ale myślę, że na sądzie ostatecznym zostanie mi to jednak wybaczone.

Święta spędziliśmy z Kochaniem w Londynie, gdzie w iście królewskim stylu przyjęła nas Mizy Mgiełka wraz z mężczyzną swym. Wypiliśmy dużo alkoholu, zrobiliśmy dużo pieszych i autobusowych kilometrów, nawet ulepiliśmy uszka. Próbowaliśmy też pozdrowić Elę, ale jakoś nie chciała wychylić się z okna. Ponieważ Wielką Brytanię odwiedziliśmy po raz pierwszy (być może ostatni w tym ustrojowym kształcie!), w oczy nam się rzuciło, co następuje: brak ulicznych śmietników, przemiłe ceny ciuchów w Boxing Day, zawieszona komunikacja miejska w pierwszy dzień świąt (i jeszcze parę innych rzeczy, ale to już teksty do przewodników). Pragnę równocześnie przy okazji podkreślić, że podobnie jak szykujący się do balsamowania północnokoreański despota, nie lubię latających środków lokomocji.

Kulturowo się w ostatnich miesiącach jakoś specjalnie nie rozwinąłem. Nie odkryłem niczego ciekawego muzycznie, z pozanaukowych książek przeczytałem raptem świeżego Houellebecqa (słabe to-to) i świeżą Dubravkę Ugresić (a tu na odwrót – zacne w pytę!). W kinie nie znalazłem nic dla siebie, na żaden koncert się nie wybrałem, przestałem już nawet śledzić teatralne repertuary. Tak jakoś po prostu wyszło. I może właśnie dlatego z taką radością przywitałem zapowiedź nowej płyty Renaty Przemyk? Spodobała mi się piosenka promocyjna, a jeszcze bardziej teledysk do niej – znać, że może nie tak do końca się w ostatnim półroczu kulturowo uwsteczniłem?

11:12, homoviator1983
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
266. Nie ma Vaszka...

02:32, homoviator1983
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21