Zakładki:
Adres
Bracia w wierze
|
Odsłona trzecia...
środa, 08 lutego 2012
273. Notariusz
Z okazji drugiej rocznicy naszego pożycia, która już tuż-tuż, zrobiliśmy sobie prezent w postaci wizyty u notariusza. Spisaliśmy dwa jednobrzmiące testamenty i dwa jednobrzmiące pełnomocnictwa polegające na ustanowieniu partnera opiekunem faktycznym w przypadku choroby/pobytu w szpitalu oraz uprawniające partnera do pobrania zasiłku pogrzebowego celem zorganizowania pogrzebu. Czego by nie mówili i nie pisali publicyści-ideolodzy, to - przy obecnym stanie prawnym - wszystko, co możemy zrobić, by jakoś sformalizować związek. Niestety, notariusz - nie owijając w bawełnę - sprowadziła nas brutalnie na ziemię, twierdząc, że nawet jeśli obwarujemy się notarialnie poświadczonymi pełnomocnictwami, to w żadnym szpitalu najistotniejszych decyzji w sprawie leczenia/śmierci (jak np. zgody na pobranie organów lub odłączenie od aparatury) nikt nie podejmie bez konsultacji z rodziną. Tak więc - co mogliśmy, to zrobiliśmy a i tak w przypadku mojej nagłej i niespodziewanej śmierci Kochanie będzie przeżywało żenujące kłótnie ze swoimi pseudoteściami o to, kto ma decydować o formie pochówku. I to pomimo tego że ja za życia - będąc w pełni władz fizycznych i umysłowych - wyraziłem w tej materii swą wolę. Od tego absurdu ucieczki widzę trzy: a) nie umierać przedwcześnie (preferowane:), b) emigrować, c) czekać na ustawę o związkach partnerskich. Niestety, tylko b) pozostawia mi jakiekolwiek pole do działania...
niedziela, 05 lutego 2012
272. Kacowe
Uprzejmie zawiadamiam, że w dniu wczorajszym spożyciu uległy: malinówka, orzechówka oraz jeszcze jedna -ówka, której nikt ze spożywających nie był w stanie zidentyfikować (ostatecznie stanęło na tym, że to być może pigwówka). Równie uprzejmie przestrzegam przed degustacją podobnego zestawu podczas jednego posiedzenia. Choć właściwie nawet nie wiem, dlaczego to czynię, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach podobnej konsumpcji i bez moich napomnień nie uskuteczni. Najuprzejmiej natomiast donoszę, że pomimo ambitnych planów nie udało mi się dziś jeszcze za nic zabrać, ponieważ nadal (godzina 18!) boli mnie głowa. Tak, wiem - zasłużyłem sobie. A Kochanie udało się na zakupy i teraz - miast drwić ze mnie lub czynić mi wyrzuty - kusi winnym klinem...
czwartek, 02 lutego 2012
271. Wiesława Wisłocka
Wszyscy nagle w naszym pięknym kraju stali się miłośnikami poezji, co odnotowuję z niejakim przekąsem. Mam nadzieję, że szał pogrzebowego uniesienia szybko minie, i tomiki poezji - dodrukowane na szybko - wnet wywędrują na półki i pokryją się kurzem. Wszak nie od dziś wiadomo, że Polacy (z chlubnymi wyjątkami, rzecz jasna) jeśli książki kupują, to wyłącznie po to, by cieszyły ich oczy a nie umysły. W necie furorę robią wpadki Nowickiej i Napieralskiego, ja zaś do dziś pamiętam, że gdy W.S otrzymała Nobla, to nasza polonistka (byłem wówczas w VII klasie! - dziś już takie nie istnieją:) napominała, by broń Boże nie zanieczyszczać imienia noblistki samogłoską "e". Jak widać nauczycielka (starej na szczęście daty) nie doceniła daleko większej ignorancji przyszłej "elyty". Pogrzeb Szymborskiej będzie miał charakter świecki, więc już wieszczę prawicowe utyskiwania. Długo zresztą na ludzką hienowatość i hipokryzję nie trzeba było czekać, bo wyczytałem, że jeden z tabloidów sporo miejsca poświęcił przedrukowi wierszy chwalących socjalizm. Swoją drogą zainteresowało mnie, jak często na łamach tabloidów gości poezja i czy tylko pogrzeby są okazją do zadrukowania tak cennego w nich miejsca. Może jakieś badanko by zrobić i artykulik trzasnąć? Obaczym. Póki co sesja skończona. Do października święty spokój.
czwartek, 26 stycznia 2012
270. Śląskie impresje
Ponieważ należę do ludzi oszczędnych (zasługa nieprzelewania się w domu rodzinnym), jeżdżąc pociągami, korzystam praktycznie wyłącznie z usług najpodlejszego przewoźnika o wdzięcznym skrócie nazwy: PR (nie wiem, co firma PR może mieć wspólnego z PR – dla mnie to jeden z ostatnich bastionów komuny w Polsce). Wyjątek dla TLK czynię tylko w sytuacji eskapad weekendowych, gdy za 69 złociszy można jeździć do woli od 19.00 w piątek do 6.00 w poniedziałek. Z ekspresów zdarza mi się zaś korzystać wyłącznie wtedy, gdy na danym odcinku firma Intercity sprzedaje bilety w ofercie „Last minute”. Nigdy nie bawiłem się w dokładne obliczenia, ale myślę, że od czasu kiedy ostatecznie podzielono kolejowe spółki, ok. 80% moich jazd przypada na PR-y, a 20% na tzw. innych przewoźników. Dziś mogę do zestawu dodać kolejnego „innego przewoźnika” – skorzystałem bowiem z usług - działających od raptem paru miesięcy - Kolei Śląskich. Wrażenie mam absolutnie pozytywne: miła i młodziutka obsługa, czysty i cichy skład, wszystko punktualne co do minuty. Nawet jeśli ktoś powie, że akurat miałem szczęście, to i tak lepiej mi się zrobiło na myśl, że kolejny polski region wydobywa się z postpeerelowskiego niedasizmu spod znaku PKP. Tak trzymać! Przy okazji po raz wtóry „gratulacje” dla kogoś, kto oznakował w Katowicach tymczasowe przejścia i dworzec. Ja rozumiem, że jak ktoś jest ze Śląska, to wie, co oznacza strzałka kierująca do ul. Andrzeja, a co strzałka kierująca do ul. Kościuszki. Z mojego punktu widzenia obie tak podane informacje są indyferentne. Ja chciałbym po prostu wiedzieć, jak mam iść, by dojść tam, gdzie się zawsze wychodziło. Proste?;)
piątek, 20 stycznia 2012
269. Musimy porozmawiać o... częstszych wyjściach
Wczorajszy wieczór upłynął pod znakiem wyjść „do ludzi”, co w moim przypadku ostatnimi czasy jest – przyznaję się – wyjątkowym wręcz pokładem aktywności. Na co dzień ograniczam się bowiem do zakupów w sklepie dla biedoty i okazjonalnego zaczerpnięcia świeżego powietrza z naszego balkonu. Najpierw poczłapałem na event (nienawidzę tego korporacyjnego sformułowania, dlatego jako urodzony językowy masochista z uporem maniaka go używam) z udziałem Niedomyślnego, który powrócił był z Peru po kilkumiesięcznym wolontariacie. Niebywałe historie opowiadał, włącznie z tym, że przeciętny Peruwiańczyk wie o istnieniu trójki Polaków: JP II (nie wymaga tłumaczenia), Grzegorza Laty (podobno Peru ostatni raz na mundialu wystąpiło gdzieś w latach 70.) oraz... Ernesta Malinowskiego! O bogowie! Miód na moje serce rozlaliście. Zwłaszcza że to kolejny już sezon, w którym żadna z kolejowych spółek nie połasiła się na nazwę, którą niegdyś nosił ekspres Warszawa – Krynica. Nie chcą go upamiętniać w Polsce, niech chociaż go pamiętają w Peru! Generalnie jednak zdziwień na evencie było więcej, choćby i to, że Lima już dawno wyprzedziła Bogotę w rankingu popularności centrów przerzutu kokainy. Nie wiedziałem - dzięki zatem Niedomyślnemu, że już wiem. Potem zasiedliśmy z Kochaniem w multipleksie na „Musimy porozmawiać o Kevinie” i tak jak wybrednym jestem oglądaczem i z rzadka mnie się coś naprawdę podoba, tak tym razem siedziałem wbity w fotel przez całe dwie godziny. Być może to kwestia tego, że jako nie do końca normalny, lubię czasem popatrzeć, że ktoś może być nienormalny zdecydowanie bardziej, ale możliwe, że wyjaśnienie jest bardziej prozaiczne: ot, po prostu świetnie napisany scenariusz, dobre zdjęcia i znakomici aktorzy. Wrócilim do domu dobrze po północy a ja nabrałem ochoty na częstsze wypady. Jakieś dziwne pokłady „do-ludzkości” u siebie zauważam. Trochę mnie, socjopatę, zaczyna to martwić... | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||