|
Odsłona trzecia...
Blog > Komentarze do wpisu
273. Notariusz
Z okazji drugiej rocznicy naszego pożycia, która już tuż-tuż, zrobiliśmy sobie prezent w postaci wizyty u notariusza. Spisaliśmy dwa jednobrzmiące testamenty i dwa jednobrzmiące pełnomocnictwa polegające na ustanowieniu partnera opiekunem faktycznym w przypadku choroby/pobytu w szpitalu oraz uprawniające partnera do pobrania zasiłku pogrzebowego celem zorganizowania pogrzebu. Czego by nie mówili i nie pisali publicyści-ideolodzy, to - przy obecnym stanie prawnym - wszystko, co możemy zrobić, by jakoś sformalizować związek. Niestety, notariusz - nie owijając w bawełnę - sprowadziła nas brutalnie na ziemię, twierdząc, że nawet jeśli obwarujemy się notarialnie poświadczonymi pełnomocnictwami, to w żadnym szpitalu najistotniejszych decyzji w sprawie leczenia/śmierci (jak np. zgody na pobranie organów lub odłączenie od aparatury) nikt nie podejmie bez konsultacji z rodziną. Tak więc - co mogliśmy, to zrobiliśmy a i tak w przypadku mojej nagłej i niespodziewanej śmierci Kochanie będzie przeżywało żenujące kłótnie ze swoimi pseudoteściami o to, kto ma decydować o formie pochówku. I to pomimo tego że ja za życia - będąc w pełni władz fizycznych i umysłowych - wyraziłem w tej materii swą wolę. Od tego absurdu ucieczki widzę trzy: a) nie umierać przedwcześnie (preferowane:), b) emigrować, c) czekać na ustawę o związkach partnerskich. Niestety, tylko b) pozostawia mi jakiekolwiek pole do działania... środa, 08 lutego 2012, homoviator1983
|